Przechadzałam się po terenach głównych oswajając się z okolicą. Nic nie mówiłam. Tylko myślałam. O czym? O wszystkim, i o niczym. Tak po prostu. Położyłam się w cieniu ogromnego drzewa. Moją tak zwaną "harmonię" coś przerwało. A raczej ktoś.
-Jestem Alyssa, a ty?-zapytała nieznajoma przysiadając się do mnie.
-Mam na imię Valixy. Jestem Gammą tej watahy.-odparłam, znowu kładąc głowę na łapach. Rozmawiałyśmy przez dłuższy czas. Okazało się, że nie tylko ja jestem tu nowa. Do watahy dołączyła Alyssa, jakiś Bremu, Lana i Mack. Tego ostatniego miałam przyjemność poznać. Nie był jakiś super. Po prostu był. Aly, bo takie jej wymyśliłam zdrobnienie, okazała się naprawdę miłą waderą.. Potem poszłyśmy razem nad jeziorko. Pluskałyśmy się w ciepłej wodzie, którą podgrzałam moimi mocami. Po skończonej kąpieli usiadłyśmy na trawie w pobliżu zbiornika. Wadera poruszyła się dziwnie i w końcu wstała.
-Co to ma być?!- wrzasnęła. Podeszłam do miejsca, na które wskazywała łapą. Leżał tam malutki wąż. Był śliczny. Taki biało-pomarańczowy. Wyglądał mniej więcej tak:
Podniosłam go i przyjrzałam mu się uważnie.
-Nie jest jadowity, ale lepiej pokażmy go Angel'e.-zadecydowałam. Poszłyśmy więc do jaskini Alf. Ta zadecydowała, że możemy go sobie zostawić. Alyssa nie chciała mieć z nim nic wspólnego, więc wzięłam go pod swoje skrzydła. Pożegnałam ją i poszłam do siebie. To był niesamowity dzień. Jutro może odwiedzę Bremu albo Mack'a. Co mi tam...
C.D.N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz