- Rodziców którzy chcieli ją zabic i zjeść... - odpowiedziałam kręcąc głową.
- Ale ja ich nie miałam wcale! - wykrzyczała mi w twarz.
- A..a.. ja ? - zapłakałam i odbiegłam.
Pobiegłam do jaksini wyroczni czyli mojej jaskini do której maluchy nie mają wstępu. Lana widocznie poleciała za mną, bo już po chwili słyszałam jej krzyki.
- Mamo , mamusiu! Przepraszam - krzyczała płacząc.
Ja też płakałam. Nagle moim oczom ukazał się nikt tylko sam...wilczy król..
- Dlaczego tak męczysz to dziecko - zapytał.
- Boże. Ono samo wywrzeszczało mi w twarz, że nie jestem jej matką - rozpłakałam się do reszty...
-To tylko dziecko - odprł i znikł w odchłani.
Zrozumiałam co chial mi przez to przekazać. Chciał bym wiedziała iż żadne dziecko nie jest warte samotności, a samotność dziecka.
Podeszłam do niej.
- Lana - ona ucichła.
Przytuliłam ją. Wszystko będzie dobrze...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz