Wstałam z „łóżka” i się przeciągnęłam.
Zawęszyłam dookoła i zlokalizowałam gdzie jest wyjście. Czas
rozprostować łapki, jednak się potknęłam i uderzyłam pyszczkiem o
kamienne podłoże. Pisnęłam i skuliłam się masując łapkami nos.
-Wszystko w porządku? – zapytał mnie Nathaniel podnosząc z ziemi. -Mhm.. – mruknęłam cicho i stanęłam porządnie na podłożu. -Pewnie byś coś zjadła, hm? -Królika – nieśmiało się uśmiechnęłam. -Zaraz ci coś przyniosę , poczekaj tu. – życzliwy samiec wyszedł z nory. Przysiadłam na ziemi i zaczęłam rozglądać, a w ten czas Nathaniel wrócił. Zabrałam się do jedzenia i po chwili pochłonęłam prawie całego królika. -No już, już, bo ci brzuszek pęknie – uśmiechnął się, a ja mimowolnie się do niego przytuliłam. Szkoda że nie miałam takiego taty… Najedzona do syta wyszłam na zewnątrz i zaczęłam uganiać się po terenie. Po jakimś czasie stałam się „oczkiem w głowie” wszystkich wilków. W końcu byłam szczęśliwa. ~Wieczorem~ -Chodź, już pora spać – zawołała na mnie Angela. -Już – podskoczyłam wesoło i dopędziłam do wadery. -Widzę, że doszłaś do siebie – zagadnęła mnie. -No! – wbiegłam do jaskini i rozejrzałam się. – Lubię ten klimat. Samica zaśmiała się i przytuliła mnie na dobranoc. A ja nie myśląc wiele zadałam pytanie: -Będziesz moją mamą? – zamykając sennie ślepka. Wilczyca speszyła się trochę ale odpowiedziała: <Angela?> |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz